Czy spółka komunalna może być jednocześnie „publiczna”, gdy trzeba pobierać opłaty, i „prywatna”, gdy przychodzi do spowiedzi z wydanych pieniędzy? Strzeleckie Wodociągi i Kanalizacja (SWiK) właśnie podjęły ambitną próbę udowodnienia, że tak. W odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej, prezes zarządu spółki zaserwował rzadkiej urody unik prawny, który mógłby zawstydzić niejednego iluzjonistę.
My tu tylko sprzątamy (komercyjnie)
Stowarzyszenie „Jestem Stowarzyszeniem” postanowiło sprawdzić, jak SWiK (dawniej PUKIM) radził sobie z windykacją należności od członków wspólnot mieszkaniowych w latach 1995–2026. Pytania były konkretne: ile pieniędzy odzyskano, na jakiej podstawie prawnej, jakie kancelarie zarobiły na „prowizjach od odzysku” i czy te kwoty w ogóle trafiły do budżetu gminy.
Odpowiedź Spółki? Rozbrajająco szczera w swej pokrętności. SWiK twierdzi, że do końca 2021 roku zarządzanie wspólnotami było jedynie „dodatkową działalnością komercyjną”, realizowaną „poza sferą użyteczności publicznej”. Więc: to nasza prywatna sprawa, dokumenty to „informacja prywatna”, a wścibskim stowarzyszeniom nic do tego – tym bardziej, że w większości wspólnot udziały ma Gmina.
Sąd sądem, a sprawiedliwość… po stronie Spółki
Problem w tym, że ta „prywatność” SWiK-u ma bardzo krótkie nogi i dziwnie publiczny rodowód. Z dokumentów, do których dotarło Stowarzyszenie, wyłania się obraz zgoła odmienny:
- Sądy cywilne nie miały wątpliwości – w sprawach o zapłatę uznawały powództwa wytaczane przez Spółkę, a nie przez wspólnoty.
- Prokuratura i sąd karny również nie kupiły bajki o „prywatnym charakterze” tych działań, potwierdzając legitymację Spółki do dochodzenia tych kwot we własnym imieniu.
- Nawet Burmistrz Strzelec Opolskich, w przypływie urzędniczej wylewności, czarno na białym kwitował te środki jako „inne zobowiązania wobec Spółki”.
Wychodzi więc na to, że gdy trzeba było iść do sądu i licytować mieszkańców, SWiK występował z całą surowością podmiotu dysponującego publicznym mandatem. Jednak gdy opinia publiczna pyta o koszty tych operacji i prowizje dla zewnętrznych firm, Spółka nagle nakłada maskę „prywatnego przedsiębiorcy”, który pilnie strzeże swoich handlowych tajemnic.
Czy Spółka, której jedynym właścicielem jest Gmina, a kapitał zakładowy wynosi ponad 76 milionów złotych, rzeczywiście może prowadzić „prywatną partyzantkę” windykacyjną bez wglądu obywateli? Obecne stanowisko zarządu sugeruje, że w Strzelcach Opolskich transparentność kończy się tam, gdzie zaczynają się pytania o przepływy finansowe z lat ubiegłych.
.
