Zakład Ubezpieczeń Społecznych lubi powoływać się na przepisy. Chętnie i sprawnie — zwłaszcza gdy to jemu wychodzi na korzyść. Problem zaczyna się wtedy, gdy przepisy wskazują coś niewygodnego. Wtedy nagle okazuje się, że „to już nie ma zastosowania”, „zdarzenie miało miejsce przed wejściem w życie regulacji” albo że dana norma „dotyczy czegoś innego”.
Brzmi znajomo? Powinna. To ten sam schemat, który pojawia się przy słynnych „cudownych ozdrowieniach” — gdy ZUS stwierdza, że rencista odzyskał pełną sprawność, choć lekarze twierdzą inaczej. Tam też przepisy nagle działają selektywnie.
Co się wydarzyło — fakty
W 2013 roku ZUS wysłał decyzję administracyjną zawierającą dane osobowe ubezpieczonego na adres, pod którym ten od pewnego czasu już nie mieszkał. Przesyłkę dostarczono innej osobie — bliskiej, ale na jej adres, osoba mieszkała w innym województwie — i ZUS uznał to za skuteczne doręczenie.
Na tej podstawie wszczął postępowanie egzekucyjne.
Ubezpieczony przez lata próbował wyjaśnić sprawę. W sierpniu 2025 roku zapoznał się z aktami i — uwaga — stwierdził brak w nich pisma, które jest kluczowym dowodem przeciw ZUS (wystawionym z resztą przez tą instytucję). Co więcej: akta były opracowywane w oddziale przez półtora miesiąca, po czym ich objętość nagle wzrosła. Dokumenty zostały mu udostępnione z przekroczeniem terminu, który sądy administracyjne określają na maksymalnie 7–30 dni.
Od razu ubezpieczony złożył do ZUS formalną skargę dotyczącą ochrony danych osobowych, powołując się m.in. na naruszenie przepisów obowiązujących w dacie zdarzenia.
Odpowiedź ZUS: nie dotyczy, bo za stare
ZUS odpowiedział w piśmie z 22 maja 2026 r. Jego stanowisko można streścić w jednym zdaniu:
„RODO stosuje się od 25 maja 2018 r., zdarzenie miało miejsce wcześniej — więc naruszenia ochrony danych nie było.”
I technicznie rzecz biorąc — w zakresie samego rozporządzenia RODO — to prawda. Rozporządzenie 2016/679 rzeczywiście stosuje się od tej daty.
Ale to nie cała prawda.
Co ZUS przemilczał
W 2013 roku obowiązywała ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. z 1997 r. Nr 133, poz. 883). Ta ustawa:
- nakładała na administratora danych obowiązek przetwarzania ich w sposób merytorycznie poprawny i adekwatny do celów (art. 26 ust. 1 pkt 3),
- zobowiązywała do stosowania środków technicznych i organizacyjnych chroniących przetwarzane dane (art. 36).
Wysłanie korespondencji z danymi osobowymi na nieaktualny adres — o którego nieaktualności ZUS wiedział lub powinien był wiedzieć z własnych rejestrów — stanowiło naruszenie tych przepisów. Nie RODO, bo RODO jeszcze nie istniało. Ale prawa.
ZUS w swoim piśmie o ustawie z 1997 roku nie wspomniał ani słowem.
Doręczenie, które nie było doręczeniem
Jest jeszcze druga kwestia — Kodeks postępowania administracyjnego. Prawo dopuszcza tzw. doręczenie zastępcze, czyli oddanie pisma np. dorosłemu domownikowi. Ale domownik to osoba zamieszkująca razem z adresatem pod tym samym adresem.
Osoba bliska, mieszkająca pod innym adresem, domownikiem nie jest. To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie — decyzja, której nie doręczono skutecznie, nie wchodzi do obrotu prawnego. A egzekucja prowadzona na podstawie nieskutecznie doręczonej decyzji rodzi poważne pytania o jej legalność wobec świadomości instytucji o jej istnieniu.
