Parkingowy PROBLEM

Niedawno Gmina Strzelce Opolskie wyremontowała i zmodernizowała ulicę Marka Prawego. Przy okazji przebudowano miejsca parkingowe — zamiast dotychczasowego parkowania ukośnego wprowadzono parkowanie prostopadłe do jezdni, czyli „na wprost”. Na granicy jezdni i miejsc parkingowych namalowano podwójną linię ciągłą, oznaczoną symbolem P-4.

I tu zaczął się problem.

Dlaczego kierowcy mają kłopot?

Podwójna linia ciągła P-4 to zakaz jej przekraczania — z obu stron. Przekroczenie takiej linii to wykroczenie, za które grozi mandat.

Problem polega na tym, że linia została namalowana zbyt blisko miejsc parkingowych. Przeciętny samochód osobowy ma długość od 4,5 do 5 metrów. Tymczasem odległość od końca miejsca parkingowego do linii jest tak mała, że kierowca chcąc zaparkować prawidłowo musi albo wjechać na tę linię, albo wystawić tyłem samochodu na jezdnię. Każdy z tych wariantów łamie przepisy ruchu drogowego.

Mówiąc prościej: gmina stworzyła miejsca parkingowe, z których nie można zgodnie z prawem skorzystać.


Kto to potwierdził?

To nie są tylko zarzuty mieszkańców. Sprawę zbadało Stowarzyszenie „jestem|stowarzyszeniem” ze Strzelec Opolskich, składając od stycznia 2026 r. wnioski o dostęp do informacji publicznej do kolejnych urzędów. W toku korespondencji z Burmistrzem, Starostą Strzeleckim, Wojewodą Opolskim i Komendą Główną Policji ustalono, że:

  • projekt organizacji ruchu był prawidłowy — błąd nie leży w projekcie,
  • linia P-4 została namalowana niezgodnie z projektem — zbyt blisko wjazdu do stanowisk parkingowych,
  • Gmina Strzelce Opolskie sama przyznała, że konieczna jest korekta (skrócenie linii),
  • Wojewoda Opolski potwierdził te ustalenia w piśmie z 30 kwietnia 2026 r.

Skąd więc wziął się błąd?

To tzw. usterka wykonawcza — projekt był dobry, ale firma wykonująca remont namalowała linię w złym miejscu. Mimo to Gmina przyjęła te roboty do odbioru, nie zauważając lub ignorując błąd. Od momentu oddania ulicy do użytku każdy kierowca korzystający z tych miejsc parkingowych był potencjalnie narażony na mandat.


Co dzieje się teraz?

Stowarzyszenie nie poprzestało na ustaleniu faktu usterki. 12 maja 2026 r. skierowało pisma do kolejnych instytucji, domagając się konkretnych działań:

Do Starosty Strzeleckiego — z żądaniem wyjaśnienia, w jaki sposób nadzorował etap wykonania oznakowania, oraz wyznaczenia wiążącego terminu korekty linii P-4, nie dłuższego niż 30 dni.

Do Regionalnej Izby Obrachunkowej w Opolu — z zawiadomieniem o potencjalnym naruszeniu dyscypliny finansów publicznych. Chodzi o to, że Gmina przyjęła wadliwe roboty do odbioru, a teraz korekta będzie musiała być sfinansowana z publicznych pieniędzy — zamiast obciążyć wykonawcę z tytułu rękojmi za wady.

Do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych — z wnioskiem o ustalenie, kto podpisał protokół odbioru obejmujący wadliwe oznakowanie i czy nie doszło do naruszenia przepisów o finansach publicznych.

Do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego — z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli w terenie i nakazanie Gminie doprowadzenia oznakowania do stanu zgodnego z zatwierdzonym projektem.


Co z Wojewodą?

Wojewoda Opolski Monika Jurek potwierdziła istnienie usterki i przyjęła wyjaśnienia Starosty Strzeleckiego. Stwierdziła, że Gmina zadeklarowała korektę i nie wniosła uwag do sprawy.

Stowarzyszenie ocenia jednak tę odpowiedź jako niewystarczającą. Brakuje w niej wiążącego terminu wykonania korekty, wskazania organu odpowiedzialnego za jej weryfikację oraz informacji o tym, co się stanie, jeśli Gmina korekty nie wykona. Stowarzyszenie wezwało Wojewodę do wydania — w trybie nadzorczym — wiążącego polecenia nakazującego Gminie naprawienie błędu w ciągu 30 dni.


Co to oznacza dla zwykłego kierowcy?

Przez cały czas od oddania ulicy do użytku aż do dnia dzisiejszego, każdy kto parkował w wyznaczonych miejscach na ul. Marka Prawego, mógł nieświadomie popełniać wykroczenie — najeżdżając na linię ciągłą lub wystawiając samochód na jezdnię. Przepisy ruchu drogowego nie przewidują bowiem żadnego wyjątku dla sytuacji, gdy to samo oznakowanie zmusza do ich łamania.


Co powinno się teraz wydarzyć?

Sprawa jest prosta technicznie — linia wymaga skrócenia, co jest stosunkowo tanim i szybkim zabiegiem. Pytanie, które zadaje Stowarzyszenie, brzmi jednak inaczej: kto zapłaci za naprawę błędu i kto poniesie odpowiedzialność za to, że wadliwe roboty zostały odebrane bez zastrzeżeń?

Stowarzyszenie zapowiedziało, że cała korespondencja — wraz z odpowiedziami organów — zostanie opublikowana na portalu kurier|lokalny.


Sprawa prowadzona jest przez Stowarzyszenie „jestem|stowarzyszeniem” pod sygnaturą JS.2026.0005. Kontakt: jestem@ngo.slask.pl

k|l NEWS 09.05.2026

Skarga, bioLOBBING i cisza